Początek dnia. Blask smartfona przecina ciemność. Pierwsze powiadomienia.
Lęk pachnie kawą. Czy to, co umiem, będzie miało znaczenie?
Algorytmy nie śpią. Nie chorują. Nie czują zmęczenia.
Tetrabajty informacji lecą pod naszymi stopami.
Człowiek próbuje złapać oddech. Strumień nie ma brzegów.
Którą aplikację pobrać? Żeby zaoszczędzić czas, którego nie mamy.
Wiedza jest tania. Pewność jest luksusem. Kiedyś wystarczyło czytać i pisać.
Czujemy chłód.
Dyplom w szufladzie.
Blask znika szybciej niż obudowa nowego telefonu.
Zostaje bieg obok maszyn.
Stagnacja. Koszty życia rosną. Zarobki nie.
Czerwona linia między stabilnością a przepaścią. Niepewność stała.
Supergwiazdy świecą. Reszta dostaje okruchy.
Prawie najlepszy - niewidoczny.
Samotność w połączeniach. Gospodarka uwagi pożera minuty. Wypełniamy każdą wolną sekundę. Czekamy na sygnał.
Poczucie winy przy każdej przerwie. Wyścig, w którym meta się przesuwa.
Kolejne pokolenia tracą wiarę. Codzienny mozół.
Brak tchu. Kolejne powiadomienie. Ekran nie pozwala zasnąć.