Zębate koło życia ze szczękiem przesunęło się o jeden ząbek i wiadomo już na pewno, że się nie cofnie.
To zdanie nie opisuje dramatu, tylko mechanikę, a to boli bardziej. Widzę w nim kalendarz, który nie pyta o zgodę, i ciało, które starzeje się bez konsultacji. Myślę o rozmowach, które skończyły się wcześniej, niż chciałem to przyznać. O pracach, które trwały siłą rozpędu, nie sensu. Ten jeden ząbek brzmi jak dowód, że coś przegapiłem, choć nie wiem co.
Być może większość naszych wyborów to tylko narracja dopisana po fakcie. Życie przesuwa się. W pracy nazywa się to rozwojem, w relacjach dojrzałością. Społeczeństwo lubi ludzi, którzy idą do przodu, nawet jeśli nie wiedzą dokąd. Cofanie się jest źle widziane, bo przypominałoby, że mechanizm mógłby się zatrzymać.
Gdzie dokładnie jest moment zatrzymania? Czy reakcja cokolwiek zmienia, czy tylko porządkuje skutki? Jak długo da się udawać, że tempo jest pod kontrolą? I co zostaje, gdy niepewność przestaje być wyjątkiem?
Nie ma tu punktu zerowego. Jest tylko kolejne przesunięcie. Nie mam tu pocieszenia, tylko lekkie drżenie. Może sens rodzi się nie przed ruchem, ale po nim. Może nie chodzi o cofanie, lecz o uważność na dźwięk. Niepewność zostaje na miejscu. Koło już jest dalej.