Jedno zdanie, które pamiętam.
Słowa potrafią nazwać to, czego nie umiem powiedzieć.
Pamiętam je, bo działa. Nie tłumaczy, tylko trafia.
Uwiera mnie nachalna użyteczność poezji. Twierdzenie, że ma poprawiać nastrój i redukować stres.
Nie zgadzam się z obietnicą terapeutyczną. Poezja nie zawsze koi. Często pogarsza.
Wiersze przypominają o rzeczach, które zostały wyparte. O stracie. O braku.
To nie jest narzędzie rozwoju osobistego.
To jest narzędzie konfrontacji.
Poezja nie służy do poprawy jakości życia.
Służy do jego komplikowania.
Po co czytać coś, co boli?
Bo ignorowanie boli dłużej.