„Omnia mea mecum porto”. Wszystko, co moje, noszę ze sobą.
Pamiętam to zdanie, bo jest bezczelnie proste. Nie obiecuje bezpieczeństwa. Nie pociesza.
Uwiera mnie przekonanie, że to wystarczy. Że wiedza i charakter zawsze ratują.
Nie zgadzam się z myślą, że wszystko, co ważne, jest niezniszczalne. Wiedza może się zdezaktualizować. Doświadczenie może ciążyć.
Wartości nie zawsze chronią. Czasem tylko utrudniają przetrwanie.
Ta sentencja brzmi jak luksus ludzi, którzy jeszcze nie stracili za dużo. Łatwo ją powtarzać, gdy nie trzeba jej sprawdzać.
Jedna teza. Nosimy ze sobą mniej, niż chcemy wierzyć.
Charakter nie zastąpi okoliczności.
Wnętrze nie zawsze wystarcza.
Prawdziwym ciężarem jest świadomość tego faktu.
Co zostaje, gdy nawet to, co w środku, zaczyna pękać?
Nie sentencja. Adaptacja.