Przyłapuję się na myśli, że jeżeli Bóg ma plecy, to często odwraca się nimi do mnie.
Zdanie wraca bez zapowiedzi. Zostaje obraz pleców, nie twarzy. Taki obraz znam z codziennych sytuacji. Mówię, a ktoś jest już myślą gdzie indziej. Słowa nie trafiają, tylko trwają w powietrzu. Zaczynam mówić dłużej, jakby ilość miała zastąpić reakcję. Nie wiem, czy chodzi o brak odpowiedzi, czy o brak słuchania. Cisza nie reaguje. Cisza trwa. Zostaje pytanie o relację, w której nie ma spojrzenia.
Relacje nie rozpadają się przez konflikt. Rozpadają się przez brak reakcji. Obojętność działa skuteczniej niż sprzeciw.
Co robisz, gdy druga strona się odwraca? Stoisz czy odchodzisz?
Może plecy są tylko znakiem ruchu. Może cisza nie ma adresata. Zostajemy między potrzebą sensu a faktem braku odpowiedzi. To napięcie zostaje.